16:09:00

Moje 5 miesięcy bycia mamą

Moje 5 miesięcy bycia mamą

♡♡♡


             Dwa dni temu minęło dokładnie 5 miesięcy jak Kuba jest z nami. A ja nawet nie wiem kiedy to się stało. Gdzie uciekły te wszystkie dni? Nie mam pojęcia, wiem jednak to, że przez ten czas bardzo wielu rzeczy się nauczyłam.
Na przykład tego, że nie każdy płacz dziecka oznacza to, że jest głodne lub ma brudno. Czasem po prostu chce się przytulić. Teraz już wiem o wielu sprawach, o których wcześniej nie miałam bladego pojęcia.
             Widzę, jak mało życzliwości okazuje się kobietom w ciąży, a jeszcze mniej kobietom z małymi dziećmi. Widzę jak utarło się w społeczeństwie, to że młodej mamie można powiedzieć wszystko i wymaga się tego by ona z uśmiechem podziękowała za wszystkie złote rady, które otrzymuje, mimo że zupełnie o nie nie prosiła.
Widzę jak z dnia na dzień nasz syn rozwija swoje umiejętności i cieszę się z tego, że potrafi przekręcać się z pleców na brzuszek i odwrotnie. Jak z lubością pałaszuje kukurydziane pałeczki, które zamiast w buzi lądują na świeżo ubranym bodziu. Cieszę sie kiedy widzę, jak się śmieje do mnie i ze mnie. 
              Cieszę się z każdego dnia spędzonego razem z nim, i mimo że wieczorem po marudnym dniu ciesze się, że poszedł spać, to po pięciu minutach chciałabym żeby już się obudził bym mogła znowu go potulić. Biorąc pod uwagę fakt, że mąż spędza znami czas praktycznie tylko w weekendy uczę się oddawać mu obowiązki związane z opieką nad dzieckiem, by móc trochę zregenerować siły na nadchodzący tydzień.
Wkurzam się, kiedy położy syna na macie a sam ogląda jakieś durnoty w telefonie.
Zauważyłam jak świat telefonów zdominował codzienność. Sama łapię się na tym że kiedy leżymy z małym w łózku obok nas zawsze jest telefon. Niestety nie tylko do robienia zdjęć ale przeglądania bzdur w internecie. Widzę jak to wpływa na nasze dziecko, bo mimo że ma 5 msc interesuje sie bardzo tą elektroniczą zabawką. Dlatego zaczełam ograniczać używanie telefonu przy dziecku, by to nie był cały jego świat.
             Zdałam sobie sprawę, że niedługo ta 'sielanka' się skończy, bo będę musiała wrócić do pracy a dziecko oddać do żłobka, i panicznie się boję tego upływu czasu.
Obydwoje zauważliśmy jak rodzicielstwo nas rozwinęło, zmobilizowało do zakupu działki pod budowę domu, bo pozostawić coś naszemu dziecku, kiedy nas zabraknie.
            Patrząc wstecz, zastanawiam się jak mogliśmy tak biernie trwonić czas? Wspólne wieczory i weekendy? Boże, teraz nie ma czasu na marnowanie czasu!
Dajemy z siebie 1000% każdego dnia!
Jesteśmy tacy aktywni! Tak bardzo chcemy pokazać cały świat synowi, że non stop organizujemy jakieś wypady za miasto i wycieczki gdzieś dalej. Wyjazdy nad morze by syn nawdychał się jodu, czy na wieś by ukoić stargan zmysły. Staramy się spędzać czas na świeżym powietrzu omijając zgiełk miasta. Otwarły nam się oczy. Po tak aktywnym weekendzie jesteśmy bardziej wypoczęci, niż wtedy kiedy zamykaliśmy się w domu i leżeliśmy na kanapie!
          Widzimy też jak bardzo pułap naszego życia się zmienił.
Tak wiele dziecko w życiu małżeństwa zmienia, tak wiele na lepsze.
Kuba odmienił nasze życie przez te pięć miesięcy, trzymając te 51cm szczęścia zaraz po urodzeniu, nie zdawałam sobie sprawy jak wiele się zmieni. Nie zdawałam sobie sprawy, że to będzie najważniejsza cześć mojego życia i za żadne skarby nie pozwolę jej skrzywdzić.
Bo to jest nasze małe serduszko, nasz promyk słońca w pochmurne dni.
To owoc naszej miłości.
Pozdrawiam was kochani.


P.S. Wiecie co? Kiedyś zastanawiałam się dlaczego moja mama płacze na bajkach, albo niektórych reklamach.... teraz już wiem :) To wszystko wchodzi w część pakietu bycia mamą.  

23:34:00

Poród - Czy naprawdę jest taki przerażający?

Poród -  Czy naprawdę jest taki przerażający?
       Wyobraź sobie taką scenę, jest cudowna ciepła sobota, a Ty z partnerem postanowiłaś wyjść na rozkosznie odprężający spacer nad jeziorem. Jest tak cudownie spokojnie, tylko Ty i on. Delikatny wietrzyk smaga Twoje ciało a promienie słońca leniwie prześwitują przez szeleszczące liście na drzewach. Wszędzie unosi się ten cudowny świezy zapach wody, który koi twoje robuchane od hormonów zmysły. 
Przystajecie, on delikatnym ruchem ręki odgarnia zbłąkany kosmyk twoich włosów z czoła i czule Cię całuję, mrucząc jak bardzo jest szczęśliwy, bo już nidługo na świat przyjdzie wasze wyczekiwane maleństwo. 


Czujesz się jak w niebie, prawda?

Kto by się nie czuł. 
Idziecie dalej i nagle odchodzą Ci wody ( tu wersja do wyboru, spektakularne chluśnięcie spod sukienki, lub dyskretnie czujesz, że coś spływa Ci po nogach ;-) ).
On zachwycony porywa Cię na ręce pakuje Cię do auta i w przeciągu kilkunastu minut znajdujesz się na izbie przyjęć, gdzie zajmują się Tobą  ZATROSKANE położne, podłączają Cię pod KTG, robią masaż, manicure,  pedicure i co tam jeszcze chcesz. 
Później jak królowa wjeżdżasz spektakularnie na salę porodową, kładziesz się na łóżko delikatnie glęboko oddychasz, a twój wybranek ociera Ci białą chustką nieistniejący pot z czoła.
Lekarka klęcząca między Twoimi nogami melodyjnym głosem krzyczy " przyj! przyj!" a Ty bez absolutnie żadnego wysiłku wykonujesz dwa parte i tadaaaa. ... Na sali rozbrzmiewa cudownie dźwięczny płacz Twojego dziecka!  Twój partner zalewając się łzami drżącymi rękoma przecina pępowinę i już po chwili trzymasz swoje maleńswto w ramionach. 
Gratulacje jesteście rodziną!



       Tak, to właśnie zazwyczaj wygląda na filmach, ale jak jest w życiu? Wiele razy sama zadawałam sobie to pytanie. I szczerze powiedziawszy, byłam cholernie przerażona, może nie samym porodem, ale opieką poporodową.
      Przynaj się ile razy czytałaś te hardcorowe wspomnienia z porodów innych dziewczyn z grupy na facebooku? Albo na forach typu kafeteria, babyboom, mjakmama itp.
W necie jest m-n-ó-s-t-w-o opowieści o porodach trwających po 20, 30 lub więcej godzin, pęknięciach, cięciach, komplikacjach, okropnych bólach, chamskim personelu i w ogóle masie przeróżnych dziwnych i przerażających rzeczy. No po prostu dramat. 
       A wspomnienia z tych porodów, które jakoś poszły? Można niestety policzyć na palcach. Kobiety, które miały całkiem łatwe porody ( choć ja uważam, że żaden poród nie jest łatwy) po prostu nie chwalą się tym. No, bo co tu napisać przy takiej np:

"....Rodziłam 12 godzin od odejścia wód. Skurcze już po paru minutach. Skurcze, poród, szycie................ Urodziłam 3 miesiące temu a ciągle boję się ogolić tam na dole bo się boję blizny po nacięciu. Pierwsza kupa boli jak drugi poród. Seks jest katorgą smutas.gif Sikanie już mniej ale na początku........ było koszmarem..."
        Nie będę tu wklejać bardziej drastycznych wpisów, bo nie oto mi chodzi. Nie chcę nikogo przestraszyć, szczególnie tych, które poród mają dopiero przed sobą. 
Chciałabym Ci przedstawić, jak to wyglądało u mnie. Tak naprawę ten post powstał na prośbę mojej ginekolog, która codziennie musi walczyć z niesamowitym strachem przed porodem u swoich pacjentek. 





Mój poród trwał 6 godzin i 47 minut od momentu odejścia wód płodowych. Zaczęło się to w piątek 23 grudnia 2016 roku ( także jeszcze jestem na bierząco), o godzinie 5 rano. 
Mojemu mężowi zadzwonił budzik do pracy, a ja ze swoim wielgachnym brzucholem przewróciłam się na prawy bok, i nagle poczułam jak wypływa ze mnie coś bardzo ciepłego. Pierwsze skojarzenie? Takie uczucie jak nagle dostajesz okres. Poderwałam się na kolana i mówię Matiemu, że odeszły mi wody, a mój cudowny mąż stwierdził, że pewnie się posiusiałam. 
Wyskoczyłam z łóżka i pognałam do łazienki zostawiając za sobą hmmm rzekę.
I powiem Ci, że siedząc wygonie na kibelku poczułam się niesamowicie podekscytowana całą sytuacją, zero strachu. Wysłałam spanikowanego troszkę męża z psem na dwór, szybko wskoczyłam do wanny i się ogarnełam (łącznie z depilacją). Ubrałam się zabezpieczyłam trzema podkładami poporodowymi, bo wody cały czas leciały, zapakowałam męza do auta i pojechaliśmy rodzić, po drodze zahaczając o stację by kupić hod-doga, no bo przecież głodna nie chciałam jechać.
Od godziny 5:15 miałam skurcze co 2 minuty, więc około 6 rano wylądowaliśmy na izbie przyjęć w szpitalu im. Franciszka Raszei w Poznaniu. Oczywiście KTG nic nie wykazywało, rozwarcie miałam 1.5cm i nic nie zapowiadało się na to, że akcja się tak szybko rozkręci a czas tak szybko przeleci. 
Przebrałam się w ciuchy do porodu i wylądowałam na oddziale porodowym około godziny 7:45 w uroczej Lawendowej sali.
Na samym środku stało ogromne wygodne zaścielone łóżko porodowe obok sprzęt do KTG, drabinki, łazienka z wanną no i naprawdę miła, młoda i ogarnięta w temacie położna. 
Podłączyli mnie na godzinkę pod KTG i tak sobie leżałam i gadałam z Matim o głupotach, cały czas się śmiejąc w głos, pomimo skurczy krzyżowych. 
Po pół godzinie przyszła lekarka sprawdzić rozwarcie, które nadal wynosiło 1.5cm, stwierdziła że "tutaj to sobie poleżymy dłuuuuuugo, bo jak narazie nie zapowiada się, żeby cokolwiek miało zamiar postępować". 
Dziesięć minut po niej przyszła położna i stwierdziła rozwarcie na 2.5cm
Mówimy sobie wow... w przeciągu dziesięciu minut cały centrymetr!
Po KTG przyszedł czas na aktywną fazę porodu, czyli chodzenie, kucanie kręcenie biodrami, chodzenie jak bocian, przysiady przy drabinkach i ogolnie rozkrecanie akcji porodowej by jak najszybciej poszlo.
Ledwo wstalam z tego łóżka i z 2.5cm zrobilo mi sie 5 cm. 
Zaczęly mnie chwytac te 'prawdziwe' skurcze porodowe, i musze przyznac że troszke pojęczalam. 
Mati - moj fantastyczny asystent porodowy (nadal każe tak na siebie mówić) niesamowicie mi pomagał, kiedy łapał mie skurcz i myślałam, tylko o tym żeby przeszedł chwytał mnie za biodra i dosłownie za mnie nimi kręcił. W przerwach między skurczami, skutecznie odwracał moją uwagę sprawiając, że po prostu się śmiałam, i to tak głośno, że położne przychodziły sprawdzać co się dzieje. 
Nie powiem, bolało dość mocno, ale nie oszukujmy się poród musi boleć. W końcu wszystko tam musi się odpowiednio skrócić i rozszerzyć.
Przyznam Ci się, że miałam dwa lub trzy kryzysowe momenty, kiedy wisiałam na mężu i szeptałam mu do ucha, że chce iść do domu, bo mnie boli, bo mam dość, ale mąż skutecznie mi uświadamiał, że nigdzie nie pójdziemy, i że jeszcze będziemy się z tego śmiać! - wyobrażasz sobie?  Ja też w tamtej chwili tak nie myślałam, a dziś wspominam swój poród z uśmiechem na ustach.
Jeżeli chodzi o ból przy skurczach to on naprawdę występuje tylko w tym momencie. Kiedy skurcz puszcza, ból od razu ustępuje, a idzie to wszystko tak szybko, że dosłownie nie zwraca się uwagi na zegarek.
Plan był tak, że znów położą mnie pod KTG - bo akcja wyraźnie sie rozkręciła, ale jak tylko się położyłam to zrobiło mi się 8cm i musiałam wstać, by uraczyć się ciepłą kąpielą.
Tylko weszłam do wanny to dostałam skurczy partych i musiałam z niej wyjść, bo zrobiło się pełne rozwarcie i w każdej chwili moglam urodzić. Położna wszystko szykowała w locie, cały ten sprzęt dla maluszka pod tą nagrzewającą lampą, łóżko porodowe i zaczął się! Prawdziwy poród! Nie liczyłyam swoich partych skurczy, ale powiem Ci że to naprawdę mnie bolało! Kurczę, może nawet nie bolało, ale to takie oblbrzymie parcie!Nawet sobie myślałam "Boże! zaraz mnie chyba rozerwie!" - ale to dlatego, ze małemu przechodziła głowka - jak główka przeszła już było po temacie :) 
I wszystko przestaje Cię boleć, i wszyscy się cieszą, że malutki jest cały, że zapłakał, że ma siusiaka :)
Mąż przecina pępowinę i naprawdę jest jak w bajce...
Cholera.. naprawdę.
23 grudnia 2016roku o godzinie 11:47 - nasze życie zaczęło się na nowo. Najpiękniejsze życie jakie mogłam sobie wymarzyć, po niespełna siedmiu godzinach porodu bez znieczulenia przytuliłam swoje ukochane dziecko. Mój poród był cudowny. I mogłabym go powtarzać co miesiąc. Naprawdę. 
Sądzę, że najważniejsze jest nastawienie do samego porodu - nie bać się bólu, i tak będzie boleć - nastawić się na to, że to potrwa tylko kilka godzin, kilka godzin i masz swoje wyczekiwane maleństwo w ramionach - a to najcudowniejsze uczucie na ziemi. 
Dziewczyny poród nie jest straszny,  a przynajmniej nie musi taki być!

19:11:00

JESTEM ZŁĄ MATKĄ - IDEALNĄ MATKĄ DLA MOJEGO DZIECKA

JESTEM ZŁĄ MATKĄ - IDEALNĄ MATKĄ DLA MOJEGO DZIECKA


Jestem złą matką.

W sumie już w ciązy nią byłam, nie dbałam o siebie, paliłam papierosy do 20 tygodnia ciąży , zdjadłam bułkę z tatarem i wypiłam pół szklanki piwa, po którym miałam taką bombę, że od razu po nim zasnęłam. 
Nie biegałam z każdym objawem do lekrza ani na izbę przyjęć, nie wydzwaniałam do położnej z pytaniami co mogę wziąć na ból pleców czy na męczącą zgagę, bo po to jest internet by móc odnaleźć takie rzeczy.
Mogę też powiedzieć, że wiele razy żałowałam wręcz że jestem w ciąży, a nawet nienawidziłam siebie za to - szczególnie w tych pierwszych 4 miesiącach, kiedy po prostu nie wychodziłam z toalety i cały czas wymiotowałam. 
Nie chwalę się tym i nie popycham do takich czynów, ale mimo wszystko urodziłam zdrowe, silne dziecko. Uważam, że każda kobieta ma swój rozum i wie co dla niej najlepsze w okresie ciąży.

Teraz przyszedł okres macierzyństwa i nadal mogę uważać, ze według niektórych jestem złą matką. I mimo wszystko, że to moje dziecko i myślę, że wiem czego potrzebuje i staram się mu to zapewniać to i tak mam dla was  kilka przykładów, po których niektóre z was przestaną mnie tu odwiedzać.

1. Gdyby nie zanikł mi pokarm w piersiach 10 dni po porodzie sama zrezygnowałabym z karmienia piersią

Przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie karmienia piersią w moim wykonaniu. W ogólę się z tym nie czułam. Nie pasowało mi to, a mimo wszystko kierując się dobrem swojego syna rozkręcałam tę laktację ile mogłam, a mimo wszystko i tak z dnia na dzień mleko mi zanikło. Planowałam karmić do maksymalnie 3ciego miesiąca, cóż widocznie ja i mleko w cyckach nie byliśmy sobie przeznaczeni.
Pierwsze co zrobiłam, gdy wróciłam po powrocie z dzieckiem ze szpitala to podałam mu butlę z mm. I cieszę, się że to zrobiłam - bo moje dziecko w końcu się najadło, zrelaksowało i smacznie zasnęło. 
Mimo wszystko podziwiam kobiety, które to robią - jesteście wielkie. 

2. Zdecydowałam się szczepić swoje dziecko, tylko i wyłącznie szczepionkami na NFZ

Temat szczepień jest szeroki i głęboki jak rzeka, natomiast my stwierdziliśmy że mały będzie szczepiony tylko tymi podstawowymi szczepieniami. Mimo zachwalania przez pielęgniarki szczepionek 5w1 i 6w1, uważamy że mają więcej właśnie tych wszystkich złych rzeczy niż szczepionki pojedyńcze. 
A wkłuć jest tylko kilka więcej...z czego dziecko i tak ich nie pamięta.
Źli rodzice...

3.Pozwalam się wypłakać 2,5 miesięcznemu synowi , kiedy uznam że tego potrzebuje

O tak, nawet ostatnio jakaś pani na fb udowadniała mi, jak bardzo to jest szkodliwe, takie wypłakiwanie się.
Cóż, może kiedy dziecko robi to ciąglę, ale jak widzę że przytulanie i całowanie nic nie daje, po prostu układam go wygodnie w jego łóżeczku, i pozostawiam do wypłakania.
Może dla niektórych to okrutne, dla mnie skuteczne - syn jest po tym odprężony i uśmiechnięty. 
Każdy z nas w końcu ma takie gorsze dni.

4.Dałam synowi smoczek i to jeszcze sylikonowy, na dodatek często go oblizuję zamiast opłukiwać

Mimo wszystkim przeciwskazaniom, że to niszczy dzieciom zgryz, że uzależnia, że podobno powoduje wady wymowy, kiedy zobaczyłam jak bardzo ukatywnił mu się odruch ssania bez wahania mu go podałam, i niespokojny sen minął jak ręką odjął. 
No i kiedy smoczek zrobi bam...to nie biegnę go opłukać i wyparzać.



5. Sadzam malucha przed telewizorem i puszczam mu bajki (dwie dziennie)

Szczególnie takie co mają bardzo dużo kolorów, po prostu mały aż piszczy z zachwytu kiedy je ogląda no i przysypia na nich często, ale to i tak daje mi chwilę dla siebie. Dzięki temu mogę ze spokojem wypić kawę, czy przeczytać wiadomości. A skoro dziecko jest zadowolone to dlaczego nie korzystać?

6. Mam zamiar rozszerzyć dietę po 4 miesiącu

Dziś przeczytałam, że mam nabrać pokory - bo nie jestem ekspertem w tej dziedzinie i nic nie wiem o życiu i rozwoju jelit niemowląt! Skoro teoria jest taka a nie inna , to dietę  należy  rozszerzać po 6 miesiącu bo TAK POWINNO BYĆ. 

7.Nie biegam ze wszystkim do pediatry

 I nie rozumiem matek, które tak robią. Ale i tak ja wychodzę na taką "wyluzowaną matkę roku", która za chwilę będzie płakać bo olała jakąś plamę, co wyszła dziecku na buzi ;-)

8. Mimo tego, że jestem matką żądam czasu dla siebie, bo uważam że on mi się należy!

Wyjście na paznokcie czy rzęsy? Czemu nie? Przecież w domu drugim rodzicem jest także tata, który świetnie sobie potrafi z małym poradzić. Nie rozumiem mam, które odsuwają ojca od zajmowania się maleństwem. I nie rozumiem tego przyklaskiwania ojcom, z tego względu że zajeli się przez chwilę swoim dzieckiem.... no bo przecież my zajmujemy się nim cały czas.
W ogóle też nie odczuwam wtedy żadnej tęsknoty... a tym bardziej poczucia winy.

9. Czasami czuję złość do swojego dziecka, szczególnie kiedy straszliwie się zanosi i płacze . Mam wtedy ochotę wpakowć go w karton i wysłać do Kambodży firmą DPD. 

To naturalny odruch - tak mi się wydaje. Jakby obronna reakcja organizmu na to, ze małe dziecko płacze i nie reaguje tak jak idzie po mojej myśli. 
Czasem naprawdę mówie mu takie rzeczy i w ogóle nie mam wyrzutów sumienia. Ja sobie pogadam, a on się uspokoi... no i mąż się ponabija ze mnie. Same korzyści. 



Ale mimo wszystko, uważam że jestem idealną matką dla swojego dziecka i że żadna inna by nigdy mnie nie zastąpiła. 
Nie dam zrobić krzywdy mojemu synkowi, bo to najważniejszy mężczyzna w całym moim życiu, tak samo ważny jak jego tata. I pomimo, mojego 'luźnego' stosunku do rodzicielstwa, uważam że spełniam się w roli matki stu procentowo.
I jestem z siebie dumna, i z każdej z was, która także tak jak ja ma na swoim koncie małe grzeszki, jak te popełnione w ciąży jak i te które popełniacie teraz. 




Jakub z mamą i tatą pozdrawiają !

14:58:00

Zmień swoje życie i uczyń je idealnym

Zmień swoje życie i uczyń je idealnym
        Wiecie, tak właśnie siedzę sobie na kanapie sącząc świeżo zaparzoną kawę, której aromat roznosi się przyjemnie po całym mieszkaniu, i patrzę na tego mojego ukochanego synka, który śpi sobie w najlepsze rozciągnięty jak taki mały kotek na poduszkach, i powiem wam szczerze, że to jest właśnie ten moment w życiu, w którym czuję się idealnie.


       Nasze życie jest po prostu perfekcyjne, teraz kiedy spełniły się  marzenia i zostaliśmy stu procentową rodziną widzę jak wielu rzeczy nie doceniałam w naszym życiu. 
 Bardzo kochamy się z mężem i  idealnie ze sobą współdziałamy. To jest coś niesamowitego, pracujemy ze sobą ramię w ramię jak jeden organizm, nie tkwimy w miejscu tylko cały czas się rozwijamy inspirując się wzajemnie. Wspieramy się i pocieszamy pchamy wzajemnie na przód a nasz związek to nie tylko miłość, namiętność, ale także przyjaźń i partnerstwo.
No i przede wszystkim - udany seks. Tak właśnię dochodzę do wniosku, , że nie widziałam takiej relacji u żadnej z par których znamy, i jest  to bardzo przykre. 
     Jesteśmy zdrowi i mamy zdrowego synka, który rozwija się prawidłowo i z dnia na dzień potrafi wykonywać coraz więcej rzeczy.  A my wspólnie celebrujemy każdy nowy szczerbaty uśmiech naszego maleństa, każdy słodki dźwięk który wydaje i każdy uścisk jakim nas obdarzy.  I tak niesamowicie się tym podniecamy, bo kurde to nasz upragniony dzidziś i ten zachwyt jest wpisany genetycznie w każdego człowieka, który ma dziecko. 
Syn zbliżył nas do siebie jeszcze bardziej i otworzył oczy na to co jest w życiu najważniejsze, pozwalając wyrzucić to, co już dawno się zepsuło, a ulepszać i dbać o to co jest dobre.
Rodzina, którą tworzymy jest jedyna w swoim rodzaju. 
Niby jesteśmy tylko we trójkę, ale dla mnie mój mąż i syn to najważniejsze osoby na tej ziemi. Naprawdę, Kuba ma dopiero dwa miesiące a sprawił że obydwoje dojrzeliśmy w końcu do życia. Dziecko wiele zmienia, czasem wzmacnia więzi między rodzicami czasem sprawia, że ludzie przestają sie dogadywać a u nas syn sprawił, że pokochaliśmy się jeszcze bardziej. 



     Boziu nawet ten tekst tętni naszą miłością, bo o niczym innym nie potrafię mówić. 
Wiem, że niestety wiele osób nam zazdrości, tego jak wyglądają nasze relacje, tego że mamy dziecko, tego że mimo wszystko układa nam się całkowicie wspaniale i jedyne nasze zmartwienie, to jaka pogoda będzie na majówkę, bo mamy zaplanowany krótki urlop.
Wiele osób także potępia nasze decyzje chociażby dotyczące wychowania naszego syna (no bo jak chcesz wrócić do pracy przed 3 rokiem życia dziecka) czy chrzcin (dlaczego tak daleko ten kościół wybraliście?!), ale szczerze powiedziawszy tym osobą musi być naprawdę nudno skoro tak usilnie próbują się wtrącić i namieszać. 
     Bawią nas także opinie o tym, że rozmawiamy tylko i wyłącznie o Kubulku i niedługo zaczniemy wstawiać zdjęcia pełnych pampersów maluszka, bo tak jara nas rodzicielstwo. 
Prawdziwi przyjaciele widzą dokładnie jak to wygląda, i jakoś nie zauważli tego, że cóż nie jesteśmy już tak rozrywkowi jak kiedyś. Za to widzą jak bardzo staliśmy się zorganizowani, co nie znaczy że przewidywalni :) 
W roli rodziców odnaleźliśmy się idealnie i po prostu już nawet nie pamiętamy jak wyglądało nasze życie bez dziecka, musiało być strasznie nudne i infantylne. 
W sumie to odkąd jest mały to wszystko zmieniło się na lepsze. 
Odnaleźliśmy swoją drogę do idealnego życia, dorogę w której marzenia się spełniają a przecież mamy ich w kieszeni jeszcze parę :) Czekają cierpliwie na swoją kolej!


     Więc skoro uważasz, że twoje życie nie jest idealne to warto nad tym popracować by właśnie je takim uczynić.
Pamiętaj idealne życie istnieje, a tylko ograniczone myślenie sprawia, że nie jesteś w stanie go osiągnąć. 

14:23:00

Jak ciąża i macierzyństwo weryfikują przyjaźnie

Jak ciąża i macierzyństwo weryfikują przyjaźnie
Tak, niestety.

Sama przekonałam się o tym na właśnej skórze. I to nie jest wina, ani nasza ani naszych byłych przyjaciół. Po prostu tak się stało. Jesteśmy aktualnie na innej stopie życia i są one od siebie tak różne, że nie znajdujemy wspólnych tematów.

Bezdzietni znajomi po prostu nie są wstanie pojąć co się dzieje w życiu kiedy pojawia się dziecko. Ba! Nie rozumieją tego jakie przeżycie to ciąża, gdzie dopiero się człowiek do wszytkiego dostosowuje, a co dopiero okres macierzyństwa. 

Byłam w ciężkim szoku, kiedy od oddanej przyjaciółki usłyszałam, że przecież do przyjścia Kuby na świat przygotowujemy się tylko z mężem w weekendy, więc ona nie rozumie dlaczego nie mogę z nią biegać po sklepach z sukienkami i być na jej totalną wyłączność".


Nie można od nich  wymagać zrozumienia, tylko po prostu trzeba przyjąć, że jak będą to przeżywać to otworzą im się oczy. I dopiero wtedy zobaczą jak bardzo ograniczone mieli spojrzenie na sytuację. 

Na ich pretensje można się tylko uśmiechać -  skoro tłumaczenie nie trafia. Porozmawiać szczerze, i przeczekać. Może kiedyś wróci się do wspólnych kontaktów?  

U nas, szczerze w to wątpię - i nie za bardzo jest mi przykro. 

Trzeba także przemyśleć, to czy warto utrzymywać kontakty z osobami, które odzywają sie w momencie jak tylko czegoś chcą? My dokładnie to wspólnie przeanalizowaliśmy i podziękowaliśmy serdecznie. 
Było miło, ale kiedy rodzi się dziecko pewne etapy w życiu ulegają zamknięciu i po prostu się do nich nie wraca. Mimo, że były wspaniałe i warte zapamiętania.

Toksyczność w naszej rodzinie jest zbędna i mimo że liczba znajomych nam się znacznie zwężyła, to i tak zostało kilku tych prawdziwych, którzy cieszą się z nami naszym szczęściem, którzy tworzą z nami rodzinę.

Bo tak moi drodzy, prawdziwe szczęście to właśnie rodzina, którą wspólnie tworzymy. I prawdziwa miłość pojawia się wtedy kiedy trzymacie ją w rękach. 

Przeszliśmy z mężem nie jedno, i jeszcze nie jedno nas w życiu spotka, ale nic nas nie zbliżyło tak do siebie jak przyjście na świat naszego syna - ale to już historia na inny post.

Serdecznie całuję 


16:46:00

Najpiękniejsze momenty 2016 roku - 9 miesięcy ciąży

Najpiękniejsze momenty 2016 roku - 9 miesięcy ciąży










Kiedy myślę, o poprzednim roku tak naprawdę mam w głowie tylko ten fakt, że w nim przyszedł na świat nasz ukochany i wyczekiwany syn Jakub. Doprawdy te ostatnie 9 miesięcy przeminęły mimo wszystko w zawrotnym tempie. Jeszcze na początku roku w trakcie mojej pracowniczej zabawy noworocznej pijąc białe wino z kryształowego kieliszka i bawiąc się do bladego rana nie przepuszczałam, że oboje zdecydujemy się na dziecko.

To wszystko potoczyło sie tak niespodziewanie. Teraz patrząc na mojego męża, który karmi naszego drobniutkiego synka butelką widzę ile szczęścia otrzymałam od życia. Jakby to było wynagrodzenie za te wszystkie lata bólu. Wiem jedno moje życie  w roku 2016  totalnie się odmieniło i mimo, że mały z nami jest tak krótko czuję się jakbym nigdy w życiu nie robiła nic innego. Chciałabym podzielić się najpiękniejszymi momentami, które zapamiętałam z ubiegłego roku.

1. "Myślałem nad wszystkim i chcę mieć z Tobą dziecko"  -
doprawdy mój mąż mnie straszliwie zaskoczył. Nie powiem mi instynkt macierzyński zaczął 'dokuczać' już od początku roku, kiedy tak naprawdę zaczęłam dostrzegać same mamusie z malutkimi kruszynkami. Po prostu aż mi łzy stawały w oczach kiedy widziałam te słodkie buźki małych dzieci. Po prostu wiedziałam, że to jest ten czas, że jestem gotowa na stworzenie tak naprawdę pełnej rodziny. Kiedy pełna nadziei powiedziałam  o swoich myślach mężowi i  z pięknych marzeń spadłam na ziemię roztrzaskując się o nią solidnie. Maż kateorycznie był przeciwny. Uważał, że to jeszcze nie ten czas wręcz powiedział, że dla niego ten czas nigdy nie nadejdzie. Nie zdajecie sobie sprawy ile łez wylałam pozbawiona wszlkich nadziei. Myślałam wtedy "nigdy? nigdy nie będę mamą?", przychodziłam do pracy i widząc matki z dziećmi po prostu czułam jak łzy rozpaczy spływają mi po policzkach. Serce po prostu mi krwawiło, ale pogodziłam się z tą myślą. Powiedziałam sobie trudno, może to faktycznie jeszcze nie czas.. i kiedy zapomniałam o tym zupełnie, pogodzona z tą straszą  rzeczywistością, szykując się w pracy do awansu, pewnego przytulnego wieczoru, kiedy znów dobrze mi się z mężem rozmawiało usłyszałam najpiękniejsze zdanie na świecie.
Poczułam się taka szczęsliwa, nie dlatego że mąż zgodził się na powiększenie rodziny, a dlatego że mówiąc to widziałam w jego oczach, że jest to szczera prawda.

2. Dwie kreski na teście! Będziemy rodzicami! -
Żyjąc w przekonaniu, że w dzisiejszych czasach w ciążę tak łatwo i szybko się nie zachodzi, z zapartym tchem obserowałam zmieniającą się teksturę na pierwszym teście ciążowym. Pojawiła się jedna kreska i .... gdzie ta druga?!
Zalana łzami wyszłam z łazienki po pierwszej próbie starania się o dzidziusia. Mąż również zawiedziony tłumaczył sobie i mnie, że nie tak łatwo za pierwszym razem zajść w ciążę, ale mimo wszystko ja wiedziałam, że to już. I w końcu po którymś dniu robienia testów zobaczyłam te upragnione dwie kreski. Jedna bardzo słabiutka i ledwo widoczna, ale czułam że to jest to na co czekałam! I tak za pierszym razem udało nam się!

3. Pierwsza wizyta u ginekologa - 
nigdy nie zapomne tego momentu, kiedy pani docent wręczyła mi zdjęcie USG, na której była taka malutka kropeczka i  oznajmiła, że to nasze dziecko - po prostu niedowierzałam, że z takiego niepozornego ziarenka może wyrosnąć dziecko!
Mimo wszystko tak rozpierała mnie duma kiedy wracałam do domu ze zdjęciem w portfelu. I z taką radością oglądał je mój mąż dokładnie się mu przypatrując. To było takie magiczne. Na zawsze chyba zapamiętam tę chwilę.

4. Pierwsze bicie serca maluszka i pierwsza wizyta kontorlna u lekarza wraz z mężem - 


To wszystko było na jednej wizycie. Do lekarza zgłosiłam się dość wcześnie, bo był to gdzieś mniej wiecej 2-3 tydzień ciąży i na następną wizytę byłam umówiona po 7 tygodniu gdzie będzie już wiadome czy serce zaczęło bić czy nie. Kiedy pani docent przełączyła ultrsonograf na tę opcję detektora tętna i usłyszeliśmy równe szybkie bicie serca naszego dziecka... obydwoje płakaliśmy, wszystko stało się takie rzeczywiste! Nie wiem kto był bardziej zaaferowany tą wizytą. Ja czy mój mąż ;) Chyba Mati, obdzwaniał wszystkich kolegów i się chwalił ;)

5. Znamy płeć! - 
Wiadome jest to, że najważniejsze żeby dziecko rosło i zdrowo się rozwijało, mimo wszystko dla nas także ważny był fakt kogo będziemy oczekiwać. I pomimo, że z tyłu głowy po cichu liczyliśmy na córcie, to bardzo się ucieszyliśmy z tego faktu, że będzie jednak synek. Ja zawsze chciałam mieć syna, no i chyba go sobie nieświadomie wyprosiłam. ;-)


6.  Pierwsze KTG - 
To było dla mnie takie ekscytujące, pierwsze KTG. Mąż strasznie żałował, że nie mógł być tam ze mną ale nagrałam mu filmik jak to mniej więcej wygląda i oglądał sobie zadowolony.
To cudowne uczucie takie słuchanie przez 30 min serduszka swojego nienarodzonego dziecka.

7. Kompletowanie całej wyprawki dla maluszka, meblowanie sypialni, skręcanie łóżeczka, wieszanie gadżetów tj. ochraniacze, karuzela itp - 
bardzo dużo ubranek dostaliśmy od kogoś więc, Bogu dzięki tego całego nie musieliśmy kupować. Mimo wszystko zaopatrzyliśmy się w kilka nowych bodziaczków. Powiem szczerze takie zakupy to czysta przyjemność dla rodziców, katorga dla portfela.
Chyba nam obojgu włączył się syndrom wicia gniazda i oboje cieszyliśmy się tym wszystkim. To było fantastyczne, a kiedy już wszystko mieliśmy dopięty na ostatni guzik z niecierpliwością obserwowaliśmy rosnący brzuszek.

8. W końcu widać brzuszek! - 
Nie wiem czy tylko ja tak miałam, ale w ciąży bardzo późno pokazał mi się brzuszek. dopiero gdzieś koło 6-7msc. I tak jak go nie było, tak nagle z dnia na dzień się pokazał. Można było dotknąć i poczuć jak malutki się rusza :)

9. Poród - 
Kiedy odeszły mi wody, byliśmy z mężem tak podekscytowani, że to JUŻ, że prawie teleportowaliśmy się do szpitala.
Wbrew temu co się w ciązy nasłuchałam, jakie to ciężkie przeżycie, ja swój poród wspominam bardzo dobrze. Może dlatego, że byłam tym taka podekscytowana, napewno dlatego że mąż towarzyszył mi od samego początku do samego końca. Nie opuścił mnie nawet na minutę. Może dlatego, że od odejscia wód trwał nieco ponad 6 godzin, bo wszystko postępowało ekspresowo.
Mimo, że pamiętam ten cały ból, to przy skurczach wierzcie mi, ale cieszyłam się, że niedługo będę miała to za sobą. I mimo że mózg wysiada kiedy skurcz party puszcza, to głos męża wyłanial mnie na powierzchnie.
Daliśmy rade wspólnie, jak ze wszystkim, bo byliśmy razem.
I wiem napewno, że bez niego nie dałabym sobie rady.


10. Przecięcie pępowiny przez Matiego, malutki na mojej piersi, malutki w rękach Matiego - 
Nie potrafię ubrać tego w słowa. To wszystko jest tak świeże, że strasznie jestem wzruszona myśląc o tym. Będę to pamiętać do końca życia. Bo to najwspanialsze wspomnienia na świecie.



Może tych najwspanialszych momentów jest mało, może słabo opisane, ale dla mnie są to najważniejsze momenty roku 2016, a nawet i całego mojego życia. Kiedy widzisz maleństwo, co przed chwilą było w twoim brzuchu, kiedy trzymasz je w ramionach, czujesz jego zapach, to wszystko się zmienia.
Kiedy widzisz jak maluszek się uśmiecha, tą szczerbatą buźką to zapominasz o zmęczeniu. Chcesz go po prostu tulić i ochraniać przed wszelkim złem tego świata.
I naprawdę... tak jak nie wierzyłam, tak wystarczy tylko zobaczyć swoje dziecko i wszystko przechodzi jak ręką odjął i wiesz że nie dość że go kochasz, to nie dasz go skrzywdzić.

Bycie matką.. stworzyć rodzinę - to takie proste i takie trudne zarazem. Lecz moi drodzy, polecam to uczucie. Bo nie ma nic wspanialszego na świecie, niż dać życie następnej osobie.

15:44:00

Kasy z pierwszeństwem? A co to takiego?

Kasy z pierwszeństwem? A co to takiego?
Jestem młoda, mam w końcu tylko 23 lata, fakt niby okaz zdrowia, tylko teraz z dość sporym brzuszkiem.
Ostatnio wybraliśmy się z mężem do znajomych i jak nigdy postanowiliśmy przejechać się tramwajem. I wtedy mój mąż zobaczył, to z czym na codzień jeżdżąc do lekarzy się spotykam.
Całkowitym brakiem empatii wśród społeczeństwa.



Jestem w 7 miesiącu ciąży, tego brzucha nie idzie nie widzieć. Zostało mi mniej niż 80 dni do porodu i z każdym dniem jest mi cholera jednak ciężko.
Szczerze powiedziawszy nigdy nie łudziłam się, że kiedy ja bedę w ciąży ktoś mi ustąpi miejsca w kolejce, albo jakaś kasjerka zaproponuje otwarcie specjalnie dla mnie kasy. Mimo tego ja pracując w sklepie bardzo często to robiłam, mając nadzieje że karma się jednak zwróci.
Teraz? Hmm... nawet moje koleżanki nie potrafią poprosić mnie do przodu i przeprosić klientów, mimo tego że na zakupach zazwyczaj jestem sama, i wiadomo trochę tego towaru jest. A stanie w kolejce gdzie jest 10-15 osób to jednak myślę, że nie tylko dla mnie ale dla innych ciężarnych to cięzka sprawa.
Kasy z pierwszeństwem? -  A co to takiego?

Jakiś czas temu byliśmy z mężem na zakupch w Auchan, ustawiliśmy się w kolejce do kasy pierszeństwa, przed nami stała Pani z wielkim koszem zakupów, tak szybko wszystko wyrzucała na tę ladę, że połowa jej pospadała a na końcu obróciła się do mnie i z szerokim uśmiechem na twarzy i zadowoleniem powiedziała
"ALE JA JUŻ WYŁOŻYŁAM WSZYSTKO NA KASĘ!"
- po prostu poszłam gdzieś indziej.

Kochani nas potrafi boleć wszystko. I to nie jest tak, że ja marudzę, ale wolę iść przez godzinę, niż stać w miejscu przez 15 minut. Jest ciężko. A najgorzej jest kiedy widzimy ten wzrok innych ludzi. Skoro nie mają zamiaru ustąpić, to dlaczego tak się patrzą? Juz chyba lepiej odwrócić wzrok niż bezczelnie się na nas patrzeć.




Tak samo niestety jest w komunikacji miejskiej. Nie wiem od czego to zależy, wydaje mi się że ludzie po prostu są niedoinformowani, i nie wiedzą co może się stać kiedy autobus lub tramwaj gwałtownie zahamuje i taka ciężarna upadnie, lub uderzy się w brzuch.

Otóż stać może się bardzo dużo, od komplikacji poprzez wcześniejszy pród po nawet śmierć matki i dziecka.
Wytłumaczenie niektórych osób, że "Nie wiem czy ona jest gruba czy w ciąży" do mnie nie trafia. Kiedy kobieta jest ciężarna o razu to widać. Chyba żadna otyła osoba nie ma tak wystającego brzucha!  Brzuch ciążowy ewidentnie widać, i naprawdę takie tłumaczenia są niesamowicie żałosne!
Tak samo jak można się nie przesunąć kiedy kobieta w ciazy próbuje przejść np na wolne miejsce? Tylko specjalnie tarasować jej drogę? Czy naprawdę ludzie są tak bezczelni?




Jeżeli chodzi o kolejkę do labolatorium, wiadomo kto w niej najczęściej stoi - osoby w podeszłym wieku, i muszę przyznać, że zazwyczaj nie czekam w kolejce - może dlatego, że akurat w tym miejscu naprawdę mam wszystko w nosie i pcham się do przodu, mimo tego są zazwyczaj PANIE, które potrafią wepchnąć się przede mnie, argumentując to że jestem od niej młodsza i  że mogę sobie poczekać.
Ręce opadają, ile razy już usłyszałam " och no ładnie to ja też sobie tak przyjdę bez kolejki!".
Na szczęście wtedy działają już panie z rejestracji wskazując na ogromny napis, że kobiety w ciąży są obsługiwane bez kolejki.



Z tego wszystiego najbradziej chciałabym pochwalić za postawę starszych panów no i niektórych młodzieniaszków. Z całego otaczającego społeczeństwa, naprawdę w większości przypadków spotkałam się z niesamowitą życzliwością z ich strony. Chociażby przytrzymanie drzwi, kiedy widzą że człapie z siatkami, lub ustąpienie miejsca w kolejce. Miłe słowo czy radosne spojrzenie. Nie wiem, skąd u nich tyle empatii, może dlatego że pamiętają jak ciężko ich kobietą było w ciąży kiedy musiały niestety czekać?
Może pamiętają jak bardzo ich ukochana była zmęczona po wyprawie do labolatorium?


.

18:43:00

Kulinarnie! - Placuszki ziemniaczane z pysznym gulaszem wpierzowym

Kulinarnie! - Placuszki ziemniaczane z pysznym gulaszem wpierzowym
    Milion osób mi się pyta, co robię w domu sama przez cały dzień będąc na zwolnieniu, no cóz.. gotuję sprzątam, piore, oglądam telewizjie, ale jednak najbardziej lubie chyba gotować.
Może dlatego, że właśnie przy posiłku najwięcej czasu spędzam z mężem jak wraca z pracy do domu?
Szczerze powiedziawszy nie wiem. 
Dla mnie jednak ważne jest, to żeby Mati wracając po całym dniu harówki, zjadł ten ciepły posiłek. Wiadomo nie zawsze nam się to udaje, wszczególności wtedy kiedy przychodzi czas na oczyszczenie lodówki, z wędlin i serów, ale staram się jednak by ten obiad zawsze był.

Mój mąż jest maniakiem, ziemniaków, ciemnych sosów, sphagetti, kotletów, i jeszcze innych paru dań. U mnie w domu panuje taka zasada, że kiedy podaję ziemniaki z sosem, mięsa już nie musi być. 
Może to zabawne dla niektórych same ziemniaki z sosem, ale cóż tak mu smakuje, i myślę że do momentu kiedy Kuba nie będzie na tyle duży, żeby mówić co chce jeść, decyzje w kuchni będzie podejmować Mati. 

Dziś proponuję wam w miarę szybkie i proste danie, nie jest także jakieś super drogie, także sądze że każdego na nie stać. 

Placki ziemniaczane z gulaszem wpierzowym



1. Składniki:
- Placki ziemniaczane:
  • 0,5kg ziemniaków
  • 3-4 łyżki mąki
  • 2 całe jaja
  • szczypta soli
  • 0,5 dużej cebuli
  • olej do smażenia
-Gulasz wieprzowy:
  • Karkówka wieprzowa ok 300g
  • 2 duże cebule
  • 2 kulki ziela angielskiego
  • 2 liście laurowe
  • 4 ząbki czosnku
  • kromka ciemnego pieczywa
  • mielona papryka słodka/ostra
  • sól
  • pieprz
  • lubczyk (liście lub w płynie)
Przepis:

Ziemniaczki myjemy w łupinie, obieramy i tniemy na drobną kostkę, następnie blendujemy je na papkę wraz z wcześniej obraną i pokrojoną na cząstki cebulką. Do powstałej masy dodajemy jajka, 3 łyżki mąki ( mąkę należy dodać, na oko. Masa nie może być zbyt rzadka, ponieważ placki podczas smażenia rozpadną się wam na patelnii), sól i dokładnie wszystko mieszamy - ja blenderem- wy możecie to robić ręcznie.  

W między czasie przygotowujemy gulasz, w sumie to radze już wcześniej go wstawić, bo placki robi się niesamowicie szybciutko, natomiast gulasz powinien się dusić około dwóch godzin ze względu na, to żeby mięsko miało czas zmięknąć. Bardzo lubię ten efekt długiego gotowania jeżeli chodzi o wieprzowinkę, włókna wtedy tak idealnie się rozwarstwiają i rozpływają sie w ustach. 

Świnkę kroimy w dość drobną kostkę, wrzucamy wraz z cebulą przekrojoną na cztery części, na rozgrzany olej - UWAGA- bez przypraw (na to jeszcze przyjdzie pora). Mięso ma czas na karmelizacje i wytworzenie brązowego sosu, pilnujemy żeby mięso nie przywarło. Po około 10 minutach doprawiamy pieprzem solą i papryką. Po następnych 10 minutach podlewamy mięsko około 0,5l wody i dodajemy ziele angielskie oraz liście laurowe. Mięso należy dusić około dwóch godzin dolewając wody, po godzinie wrzucamy kromkę ciemnego pieczywa, lubczyk, oraz sprasowane ząbki czosnku. 

Gulasz nam się dusi dlatego mamy czas żeby usmażyć placuchy. Rozgrzewamy na dużej patelni olej i ostrożnie nalewamy masę na tłuszcz. Po kilku minutach delikatnie podważamy placki i odwracamy na drugą stronę. Smażmy je na złoto brązowy kolor. Wtedy mamy pomysł, że ziemniaki w środku zdązyły się także usmażyć i nie są surowe. Placki smażymy do końca, aż ciasto się nie skończy. 
Po ściągnięciu ich z patelnii, ja układam je na kuchennych papierowych ręcznikach. 



Kiedy już mamy usmażone wszystkie placki, a mięsko w naszym aromatycznym gulaszu wieprzowym rozpada sie przy samym dotknięciu go widelcem, można nakrywać do stołu. Ja danie podaje w ten sposób, że na placki polewam gulasz i dekoruje świeżym lubczykiem, ale można np gulasz podawać osobno w miseczce, a osobno placki ziemniaczane. Tak czy inaczej życzę wam wszystkim smacznego! 

 A wy? Macie jakieś sprawdzone dania na te jesienne wieczory? Wrzućcie przepis, napewno skorzystam! 
Pozdrawiam i Smacznego!

21:43:00

PIERWORÓDKA IDZIE NA ZAKUPY - CZYLI PIERWSZA WYPRAWKA DLA MALUSZKA + PRAKTYCZNA LISTA

PIERWORÓDKA IDZIE NA ZAKUPY - CZYLI PIERWSZA WYPRAWKA DLA MALUSZKA + PRAKTYCZNA LISTA

Powoli zaczynam wchodzić w ten okres wicia gniazda domowego. Biorąc pod uwagę, że to wkońcu już początek szóstego miesiąca, czas zabrać się za kompletowanie wyprawki dla maluszka.



Kubuś, będzie naszym pierwszym i prawdopodobnie jedynym dzieckiem, którego pragnęłam odkąd na poważnie związałam się ze swoim mężem. Kurcze, muszę przyznać że jeszcze parę lat temu w życiu nie podejrzewałabym siebie o to, że w wieku 23 lat będę już żonką z rocznym stażem, i że w moim brzuszku będzie rosło wyczekiwane przez nas maleństwo.
Serio, mój światopogląd tak drastycznie się zmienił. Kiedyś dzieci mnie przerażały, teraz rozpływam się na sam ich widok. Naprawdę, czuję że przez tę ciążę nie dość że zrobiłam się bardziej emocjonalna (oczywiście za sprawką hormonów) to jeszcze widzę że z mamusiowałam!

Jeszcze 3 miesiące do rozwiązania, a ze mnie się zrobiła prawdziwa matka, która pilnuje domowego ogniska!
Nie wiem dziewczyny, czy wy też tak miałyście? 
Dla mnie to jest tak ogromny szok, bo jeszcze półtora miesiąca temu nie rajcowały mnie te wszystkie słodziaszne bodziaczki, spodeneczki na luźnej gumce, skarpetuszki z motywem piłki, czapeczki z uszkami misiaczków i smoki z niebieskimi wisienkami. Byłam całkowicie zielona w tym temacie!
Nie zdajecie sobie sprawy jak ważną rzeczą było dla mnie wybieranie kombinezonu, tak KOMBINEZONU dla Jakuba, który urodzi się pod koniec grudnia. Przesiedziałam przed komputerem 12 godzin i chyba sprawdziłam wszystkie możliwe strony internetowe. 

Dziś mogę śmiało nazwać siebie weteranem zakupowym jeżeli chodzi o sklepy typu Smyk, LullaBaby i te wszystkie działy na stronach internetowych o nazwie "noworodki". 
A mój mąż? Nie wiem, ale chyba tylko on potrafi wołać mnie przez cały sklep żeby z zachwytem w oczach nieść jak jakąś koronę pudełeczko z niebieskimi skarpeteczkami dla chłopczyka. 
I mimo tego, że już tyle rzeczy mamy zakupionych, to ostatnio zrobiłam listę, dzięki której się okazało, że jeszcze TYLE musimy dokupić. 
Ale spoko, myślę, że nie tylko ja tak mam. 
Wyprawka dla dziecka, to dla każdej z nas, szczególnie pierworódek, coś szczególnego. Dlatego uważam, że warto spisać sobie te wszystkie najpotrzebniejsze, potrzebne oraz niepotrzebne i niepraktyczne rzeczy, które albo nam się przydadzą, albo nie. 
Jeżeli posiadacie jakiś kalenarz, albo latacie wszędzie z gadżetami elektornicznymi jak laptop, czy super smartfon warto właśnie tam zapisać taką listę, wtedy będąc na zakupach możemy do niej zajrzeć i kupić coś przy okazji. 

Okej, ja swoją listę podzieliłam na działy, pozwala mi to na szybsze wyszukiwanie potrzebnych dla małego rzeczy, ale także pozaznaczałam sobie wszystko kolorami. Dla mnie ta lista jest tak samo ważna jak karta ciąży, noszę ją w tej samej teczce, co wszystkie dokumenty i badania do lekarza, zawsze jest to w mojej torebce, bez której się nauczyłam nie ruszać. 
Poniżej znajduje się lista, którą ja posiadam, ile tych rzeczy przyda mi się tak naprawdę w praktyce?
Nie mam zielonego pojęcia, jednak starałam się nie wypisywać rzeczy, które uważałam za zbędne!
Zapraszam do zapoznania się, oraz zapisywania! Może i wam się ona przyda tak jak mi! 

1.









2.
3.


20:23:00

USG POŁÓWKOWE - ZACZYNAMY 5 MIESIĄC CIĄŻY

USG POŁÓWKOWE - ZACZYNAMY 5 MIESIĄC CIĄŻY
   


  Piąty miesiąc ciąży, jak wszędzie możemy usłyszeć i przeczytać - posiada swoje przywileje.
Na czym one polegają? Też zadawałam sobie to pytanie. Teraz już wiem.

       Po pierwsze, tak jak nie miałam brzuszka, tak nagle ni z tego ni z owego się pojawił.
Dosłownie wyskoczył z dnia na dzień! Po prostu rano wstałam i bluzeczka, która dzień wcześniej leżała na mnie idealnie, była ciutkę za krótka. Mąż także zwrócił na niego uwagę wieczorem kiedy wrócił z pracy, chyba tak naprawdę pierwszy raz witając się z nim po powrocie z pracy. Delikatnie ujął go w swoje dłonie i pogłaskał patrząc mi z radością w oczy.

     Po drugie, po 20stym tygodniu w pierwszej ciąży zaczyna się odczuwać pierwsze ruchy berbecia. Bez kitu, ale dla mnie to był kosmos, teraz już się trochę przyzwyczaiłam, ale jak mnie kopnie, to koniec, cała skacze.
Gdzieś czytałam, że mamuśki określają to jako smyrnięcie motylka, albo delikatne mizianie, bulgotanie wody sodowej, delikatne muskanie i ojeju ojeju.

     U mnie sie to objawiło solidnym kopniakiem w nerw przy pępku, co spowodowało, że cała podskoczyłam na łóżku. Zero delikatności ;)
Już na pierwszych wyraźnych USG - a mam je robione raz w miesiącu - widziałam jak wierzga tymi małymi nóżkami, sprawiając wrażenie jakby biegał po murawie, teraz nie muszę widzieć, bo czuję te codzienne kilometry jakie przebywa pływając w moim brzusiu.

     Po trzecie - około 22 tygodnia ciązy, robi się badania USG połówkowe mające na celu stwierdzić, czy dzidziuś prawidłowo się rozwija. W tym celu mierzone są wszystkie parametry, jak obwód główki, klatki piersiowej, kość udowa, kość nosowa, ale także sprawdza się czy wszystko rozwinęło się prawidłowo. Czy serduszko ma 4 komory, czy są nerki, wątroba i te wszystkie organy wewnętrzne, czy nie są poza ciałkiem małej istotki.  Takie badania pozwalają wykluczyć niektóre choroby.

     No i najważniejsze -  jeżeli do tej pory nie wiedzieliście, kogo możecie się spodziewać to jak najbardziej podczas tego badania możecie się dowiedzieć.
      U nas będzie to SYN!
Mega niespodziewanka! Bo stawialiśmy raczej na córcie - sugerująć się słowami Pani doktor w 10 tygodniu, że ona nic męskiego to tam raczej nie widzi.
A tu CHŁOPAK! Boże, nadal nie mogę uwierzyć, chociaż tyle czasu już minęło.

    Więc dorodzy państwo, czekamy z upragnieniem na naszego pierworodnego, o wybranym już wcześniej imieniu Jakub, coś mi się wydaje, że będzie on najpiękniejszym prezentem bożonarodzeniowym na świecie!








20:50:00

Moje przemyślenia dotyczące programu 500+

Moje przemyślenia dotyczące programu 500+


Zauważyłam, że odkąd pojawiła się chociażby propozycja utworzenia programu mającemu wspomóc rodziny z dziećmi w Polakach obudziła się żadza hejtowania.
Gdzie się nie spojrzy tam idiotyczne komentarze pod względem tego programu. Najbardziej denerwujący jest fakt, że najbardziej aktywne są osoby ( w szczególności młodzi ludzie), które dzieci nie posiadają i wylewają swoje żale na portalach społecznościowych.
Po cholerę odzywać się w takim temacie skoro się nie ma bladego pojęcia jak bardzo pochłania domowy budżet utrzymanie dziecka?
Gdybym zadała takie pytanie przypadkowym przechodniom najczęstrzą odpowiedzią było by " to po, co sobie dziecko zrobiłaś skoro nie możesz go utrzymać i żerujesz na nas wszystkich, bo to przecież te pieniądze idą Z NASZYCH PODATKÓW! A TEN PROGRAM POZWALA SIĘ ROZWIJAĆ PATOLOGII!!"

Zawsze jak słyszę lub czytam takie bzdury myślę sobie, no kurwa ile można gadać takie głupoty?
Ludzie serio nie wiedzą ile kosztuje utrzymanie dziecka?
Sama wyprawka dla maluszka pochłania fortunę! Nawet jeśli wszystko bierze się z drugiej ręki!
Łóżeczko, przewijak, ubranka, pampersy, kosmetyki, wanienka, bujaczki, zabawki , smoczki, butelki, mieszanki mleczne dla maluszków, wizyty u lekarzy i milion innych spraw to wszystko kosztuje! A domowy budżet nie jest rozciągliwy!

Nie mówię, że każdemu należy się takie dofinansowanie, bo rodzinom co faktycznie są stabilne finansowo, mają swój dom, odłożone oszczędności myślę, że naprawdę by nie ubyło. Myślę tutaj o dochodach naprawdę wysokich.  Wiadomo każdy program można doskonalić, po to właśnie są ludzie odpowiedzialni za ten pomysł.

Gdy już nasz skarb pojawi się na ziemi, to także złożę wniosek o takie dofinansowanie, bo dlaczego by nie? Przecież płacę podatki jak każdy obywatel, a jeżeli mam za to zakupić mleko czy pieluszki dla maleństwa to jak najbradziej skorzystam, jeżeli jeszcze będzie taka możliwość. Dlaczego nie mam korzystać z pomocy od państwa? Nie jestem ani alkoholikiem ani ćpunem, także zostanę zmieszana za to z błotem?
Uważam ten program za bardzo dobre posunięcie tylko należy go delikatnie zmodyfikować i budżet napewno da radę go 'uciągnąć'.

To na jaki cel zostaną wydane pieniądze otrzymane przez rodzinę nie powinno być  w żaden sposób komentowany, bo to czy zrobi się remont pokoju, czy wyda w całości na jedzenie, ubrania cokolwiek nie powinno nikogo obchodzić. Te pieniądze mają za zadanie podnieść poziom życia i komfort gospodarstwa domowego, gdzie są wychowywane dzieci. Nikt nie musi się tłumaczyć na co wydawane są otrzymane pieniądze.

Program ten ma tyle samo zwolenników ile przeciwników, ale przeciwnicy niech pomyślą, że kiedyś rodzicielstwo także ich czeka, i co zrobią kiedy własnie zabraknie im w portelu pieniądzy? Do kogo się zwrócą? Nie chcę żywić urazy do takich osób, ale pomyślcie ile przykrości sprawiacie osobą, które otrzymują takie dofinansowanie, mam nadzieje że wam nigdy nikt nie powie takich słow jakie wy wyrażacie.

15:53:00

Weekendowy wypad nad polskie morze ! - Czyli jak zaplanować daleką podróż autem z ciężarówką i jakie atrakcje wybrać?

Weekendowy wypad nad polskie morze ! - Czyli jak zaplanować daleką podróż autem z ciężarówką i jakie atrakcje wybrać?
Przez ostatnie miesiące kiepsko się czułam, głownie przez całodzienne wymioty spowodowane tym 'błogosławionym' stanem ;). Nie, już nie narzekam, czuję się coraz to lepiej i w końcu zaczęłam nabierać chęci do życia i energii.





Ale jak już wspomniałam, przez pierwszy trymest naprawdę było ze mną cięzko, mąż biedaczek przeżywał wszystko razem ze mną i w końcu wymyślił, że najlepszym lekarstwem na te moje kiepskie samopoczucie jest wyjazd nad morze.
W końcu nasze polskie morze wydziela najwięcej tego leczniczego Jodu, który pomaga w regeneracji naszyc wymęczonych organizmów, może dlatego tak chętnie nad nie jeździmy i czujemy się tacy super wypoczęci po powrocie. 

Szczerze? Naprawdę byłam do tego pomysłu cholernie sceptycznie nastawiona. 
Dlaczego? A dlatego, że dla mnie podróz autem bądź innym środekim lokomocji straszliwie mnie wykańczała i powodowała męczące nudności. A gdzie taki kawał jechać z Poznania, tragedia! Dlatego właśnie spisałam tutaj kilka porad jak poradzić sobie z daleką podróżą samochodem (teraz napewno lepiej bym się do tego przygotowała!).

  • JAK ZAPLANOWAĆ PODRÓŻ AUTEM Z CIĘŻARÓWKĄ ;)?
  1. Naprawdę dużo miejca w aucie! - Najważniejsze, kobieta spodziewająca się dziecka, (nie ważne, w którym jest tygodniu ciąży) potrzebuje naprawdę dużej wygody, dlatego też najlepiej by było gdyby mogła w aucie wyciągnąć nogi, a nie jechać skurczona i zduszona. Jest to bardzo ważny czynnik, gdyż nam jest bardzo często gorąco i duszno, lub zimno na przemian, maleńka rzecz potrafi doprowadzić nas do złego samopoczucia, dlatego warto postawić na wygodę i nie zabierać ze sobą niewiadomo ilu znajomych. 
  2. Must have - woda do picia, źródlana lub nisko mineralizowana. Żadnych słodkich soków, czy gazowanych napojów. Najzwyklejsza czysta woda w butelce, jeżeli jest możliwość jej schłodzenia, jak najbardziej tak. Słodkie soki oraz gazowane napoje mogą doprowadzić do nieprzyjemnych mdłości a nawet wymiotów, co ani dla ciężarnej, ani dla osób towarzyszących nie jest przyjemne.
  3. Plan podróży -  tak, to też jest bardzo ważne. Najlepiej dorgę zaplanować, tak żeby była jak najbardziej prosta, bez zbędnego krązenia, skręcania i Bóg wie czego jeszcze. Kiedy droga jest prosta, żołądek ciężarówki także jest spokojnieszy. Warto zaplanować ile mniej więcej "przystanków" na odpoczynek potrzebujemy. I dla kierowcy, i dla kobietki w ciąży jest to potrzebne, do zaczerpnięcia chociaż świeżego powietrza, czy zatrzymania się na stacji by skorzystać z toalety. Nie trzymanie moczu.... co tu dużo mówić ;)
  4. Drobne przekąski - Ja odkąd jestem w ciązy jem mniej więcej co dwie - trzy godziny. Nie jakieś duże porcje, ale zawsze coś pod ręką muszę mieć (teraz najlepiej jak to są jakies owoce ;) ) Myślę tutaj o np. krakersach (ja zabrałam je w podróż), suchych kabanosach, czy nawet małych kanapkach, które podniosą nam poziom cukru we krwi polepszając nasze samopoczucie. 
  5. Tabletki na chorobę lokomocyjną - podróż autem, to nic przyjemnego, i chyba każda kobieta w ciąży ma z tym jakiś problem. Niektóre to mdleją zanim do niego wejdą. Konsultowałam to z moim lekarzem prowadzącym, czy takie tabletki mogą zaszkodzić właśnie ciężarówką. Po dogłębnym przeanalizowaniu mojego samopoczucia, sytuacji a także składu tabletek, nie widział zastrzeżeń. Najlepsze tabletki są z wyciągiem imbiru, ponieważ one łagodzą podburzony żołądek. Ja kupiłam sobie chyba "Lokomarin", gdzie w ulotce nie było żadnego zastrzeżenia co do brania ich kiedy jest się w ciąży. Są to ogólnie rzecz biorąc tabletki dla dzieci, więc ich skład to praktycznie same naturalne produkty, które nijak wpływają na nasz organizm. 
  6. Zadbaj o swoją wygodę! - Zabierz ze sobą ciepły kocyk do ogrzania zdrętwiałych nóg, lub poduszkę rogala pod kark by zrelaksować się jak najbardziej potrafimy, warto zabrać ze sobą ulubioną książkę lub płyty by podróż stała się jeszcze przyjemniejsza. 
Jak widzicie podróż autem nie musi być straszna, można w łatwy sposób poprawić sobie komfort jazdy. Warto pokombinować, bo przecież wygoda jest naprawdę najważniesza w tak odmiennym stanie. 
Wybór miejsca noclegowego także jest ważny, przynajmniej według mnie ponieważ idzie znaleźć wspaniały hotel za niewielkie pieniążki. My wybraliśmy "Fisherman's House" w Ustce.
Komplesk położony bezpośrednio przy porcie i promenadzid, posiada własny browar, a także jest położony przy przeróżnyc smażalniach pysznych morskich ryb!
Naprawdę polecam to miejce, jeżeli chodzi o wygodny pobyt w czystym i zadbanym hotelu. 




  • JAKIE ATRAKCJE WYBRAĆ?
  1. Spacer po plaży - my wybraliśmy taką formę atrakcji, nie ma nic lepszego jak spacerowanie na bosaka krańcem plaży i fale podmywające wam stopy, można się trzymać za ręce rozmawiać i spacerować, spacerować i cieszyć się chwilą a także rozmyślać nad przyszłością, która wraz z rosnącym brzuszkiem będzie się zmieniać. 
  2. Zwiedzanie miasta - takie miasteczko jak Ustka ofertuje moc atrakcji tylko niestety wzdłuż plaży. W centrum miasta nie ma praktycznie nic interesującego dla turystów, ale za to przy promenadzie? Szereg atrakcji poczynając od oglądania statków rybackich, a także marynarki wojennej jak i zwiedzanie latarni morskiej.
  3. Zwiedzanie lokali gastronomicznych - nie wiem czy tylko z nas są takie żarłoki, czy każdy tak ma, ale my uwielbiamy zwiedzać restauracje i dania w nich oferujące. Obowiązkowym punktem w naszym weekendowym menu była pyszna rybka prosto z morza, a także kręcone lody i pyszne gofry z bitą śmietaną i owocami! Wszystko to zaliczyliśmy! Rybę we wspaniałej Tawernie położonej tuż przy plaży z widokiem na morze. Gofry i lody na wieczornych spacerach przy promenadzie. 
  4. Zachód Słońca - obowiązkowo, na kocyku wtuleni w siebie, na plaży, coś wspaniałego!
  5. Rejs statkiem po otwartym morzu. - Mimo tego, że dwoiło mi się i troiło przed oczami kiedy czekaliśmy, aż ruszymy, i żołądek podchodził mi do gardła, to i tak dałam się na to zaciągnąć. Kiedy już wypłyneliśmy z portu i poczułam tę świeżą bryzę po prostu uspokoiłam się wewnętrznie. Mąż z radością ściskał mnie za rękę i był podekscytowany prawie jak taki 5 letni chłopiec ;)Nawet kierował przez większą część kursu statkiem i zdobył certyikat ! ;)

Czas nad morzem sprzyja wypoczynkowi, i temu aktywnemu jak i biernemu. Co to za wakacje bez chociaż jednego dnia przeleżanego na piaszczystej plaży.
Czas ucieka przez palce, zupełnie inny klimat wpływa pozytywnie na nasz organizm, stajemy się senni ale za to jacy wypoczęci. Zawsze byłam zakochana w nadmorskich miejscowościach. Ale dopiero podróż z mężem uświadomiła mi jak bardzo wszystko staje się piękniejsze kiedy jesteśmy tam razem.


Pozdrawiam i życzę miłych wakacji! 



Copyright © 2016 Winiaarka.blogspot.com , Blogger